Po pierwszym semestrze

W Szkole Edukacji studenci mają 342 godziny praktyk, to więcej niż na jakichkolwiek innych studiach nauczycielskich. Zanim samodzielnie poprowadzą lekcje, odbywają praktyki psychologiczno-pedagogiczne. Studenci obserwowali szkoły podstawowe i ponadpodstawowe, duże placówki publiczne i kameralne szkoły społeczne.

Podczas obserwacji studenci wykorzystywali różne metody: wypełnianie kwestionariuszy, obserwacje wybranych uczniów, przestrzeni szkolnej, oraz uczniów podczas pracy indywidualnej i grupowej. Na bieżąco notowali swoje spostrzeżenia, żeby móc umówić je podczas seminarium integrującego w Szkole Edukacji.

– Praktyki psychologiczno-pedagogiczne to niezwykły czas, kiedy patrzy się na miejsce, w którym będzie się pracować, jeszcze przed rozpoczęciem pracy. To moment, żeby zaobserwować, jak działa instytucja, jak funkcjonują w niej ludzie, aby móc odnaleźć w niej swoje miejsce – mówi Magdalena Jurewicz, koordynatorka szkół praktyk.

Szkoła z innej strony

Marcin Waincetel, student ścieżki polonistycznej w SE, wcześniej prowadził prelekcje przed pokazami filmów, udzielał korepetycji z języka polskiego, ale w przestrzeni szkolnej nie miał jeszcze okazji sprawdzić się jako nauczyciel.

– Jako obserwatorzy widzimy wiele szczegółów, które uczniowie, a czasem i nauczyciele mogą pomijać. Widać np. nieformalne rozmowy, to, że jedni uczniowie szybko tracą koncentrację, inni potrafią zainteresować się lekcją dłużej – mówi Marcin Waincetel. – Mentorki odpowiednio reagowały na takie sytuacje. Ja, nie mając jeszcze doświadczenia nauczycielskiego, widzę jak dużo podczas prowadzenia lekcji jest pracy wychowawczej. Utrzymanie koncentracji uczniów, indywidualizacja zadań w zależności od predyspozycji ucznia, panowanie nad grupą, a nawet kontrolowanie czasu trwania zajęć. To masa istotnych kwestii, które wpływają na jakość nauki, a z których wcześniej nie zdawałem sobie sprawy – wylicza.

Rozgrzewki i motywacje

Marta Młynarczyk, studentka ścieżki matematycznej w SE, obserwowała swoją własną podstawówkę, SP nr 314 im Przyjaciół Ziemi w Warszawie. Wróciła do miejsca, w którym spędziła dzieciństwo. Pierwsze spostrzeżenie? – Teraz rozumiem moją mamę, która mówiła, że w tej szkole jest bardzo głośno. Jako dziecko tego nie odczuwałam – przyznaje. – To niesamowite wrócić w to samo miejsce po latach, chociaż w zupełnie innej roli – mówi Marta Młynarczyk.

Podczas praktyk studenci SE starali się uczestniczyć w możliwie wielu lekcjach, nie tylko języka polskiego czy matematyki, ale także biologii czy chemii. – Raz nawet podążaliśmy za jedną klasą z lekcji na lekcję. Widzieliśmy jak uczniowie zachowują się w zależności od stylu pracy nauczyciela. Na jednych lekcjach pracowali cicho, na innych byli wygadani – opowiada przyszła nauczycielka matematyki.

Studentce SE spodobał się sposób prowadzenia lekcji przez Alicję Parys, jedną z mentorek, która wykorzystywała różne metody motywowania uczniów. Na rozpoczęcie lekcji dla każdej z klas przygotowywała dwa zadania, na rozgrzewkę. –  Coś trzeba było pomnożyć, coś podzielić, niby proste, ale aktywizowało uczniów od samego początku zajęć – opowiada Marta.  Były też „zadania dla asa”. – Na każdej lekcji Alicja wprowadzała jedno podchwytliwe zadanie, które można było wykonać podczas lekcji. Dziesięć dobrze rozwiązanych zadań generowało szóstkę do dziennika. Dla dzieciaków była to możliwość wykazania się, a dla nauczycieli okazja do wyłapania tych najlepszych i zagospodarowania im czasu, kiedy szybciej uporają się z regularną pracą – wyjaśnia.

Teraz studenci spędzą 132 godziny praktyk w podstawówkach. Będą prowadzić lekcje samodzielnie i w parach, brać udział w radach pedagogicznych, spotkaniach z rodzicami, wycieczkach i innych aktywnościach szkolnych.