Pracowicie w Lublinie

Niektórzy uważają, że z 30-osobową klasą się nie da. Wykładowcy SE udowodnili, że przy odrobinie determinacji nawet z 80. uczniami można przeprowadzić pracę w grupach. Tyle właśnie osób uczestniczyło w warsztacie w Lublinie.

10 stycznia na Wydziale Podstaw Techniki Politechniki Lubelskiej Marcin Karpiński i Beata Kotarba, dydaktycy matematyki, poprowadzili zajęcia w taki sam sposób, w jaki prowadzą je ze studentami Szkoły Edukacji. Zajęcia przeznaczone były dla studentów, korepetytorów i nauczycieli.

– Uczniowie lubią pracować w grupie. Są wtedy bardziej swobodni, mogą ze sobą porozmawiać podczas lekcji. Często czują się mniej skrępowani, kiedy to kolega, a nie nauczyciel na forum całej klasy wyjaśnia im zadanie – mówi Beata Kotarba. Dlaczego więc nauczyciele rzadko wykorzystują tę metodę podczas prowadzenia lekcji?

Grupy nieprzypadkowe

Powodów jest kilka. Niektórzy po prostu się na niej sparzyli. – Niektórym nauczycielom przeszkadza hałas i chaos. Wolą kiedy lekcja przebiega według ich planu – mówi Beata Kotarba.

Czasem ta technika nie wychodzi, bo nauczyciele dają uczniom do rozwiązania w grupie zadania, które tak naprawdę przeznaczone są do pracy indywidualnej. Cała sztuka polega na tym, jak dobrać zadania i jak pomieszać grupy, aby każdy uczestnik czuł się zaangażowany. Dobór losowy przynosi najgorsze efekty.

– Grupy warto też zmieniać, żeby uczniowie nie pracowali ciągle w tych samych zespołach. Umiejętność współpracy polega przecież na tym, żeby umieć nawiązać komunikacje niezależnie od grupy – wyjaśnia Marcin Karpiński.

Gdy uczniowie pracują w grupie niezwykle ważne jest to, aby nauczyciel obserwował ich. Jeżeli coś nie działa, może zastosować np. technikę „wyślij gońca” – czyli wymienić w dwóch drużynach po jednym „zwiadowcy”, aby zdobył nowe informacje lub pomógł w rozwiązaniu równania innym.

W tej technice istotna jest też organizacja przestrzeni w klasie. Ustawienie stolików, tak aby uczniowie mogli pracować w grupie, jednocześnie widzieć tablicę, przy której będą omawiane zadania, i patrzeć na nauczyciela, który np. wyjaśni reguły gry.

W Lublinie nie trzeba było wysyłać zwiadowców, stoliki (dzięki pomocy studentów) stały odpowiednio, a uczestników do rozwiązywania zadań nie trzeba było motywować.