Reflektory na ucznia, czyli co nam dała Szkoła Edukacji

Jak nauczyć uczniów praktykowania wdzięczności? Dlaczego nauczyciel musi odejść? Jak wyzbyć się “wszystkoizmu”? Podczas uroczystego zakończenia roku akademickiego każdy ze świeżo upieczonych absolwentów opowiedział o tym, jak wiele zmieniła Szkoła Edukacji w postrzeganiu własnej nauczycielskiej drogi.

W swoich prezentacjach absolwenci wielokrotnie podkreślali rolę tutoringu w procesie rozwoju. „Na początku byłam do niego nastawiona sceptycznie. Dziś moje podejście zmieniło się o 180 stopni. Wiedziałam, że jest ktoś do kogo zawsze mogę przyjść, dostałam mnóstwo cennych rad” – doceniła matematyczka Magdalena Cukrowicz.

Polonistka Joanna Hyża rozpoczęła od prowokacyjnej tezy: nauczyciel musi odejść. Co to oznacza? Że powinien przestać się popisywać elokwencją, rządzić, karać, brać na siebie pełen ciężar nauczania i dawać wykłady. Bo wiedzy uczeń nie dostaje, on powinien ją sam zdobyć. Podobnego zdania jest absolwentka ścieżki matematycznej Marzena Binkiewicz, która mówiła o tym, że zamiast uczenia szablonów i dawania gotowych rozwiązań, musimy sprawić, że uczniowie będą do nich dochodzić sami. „Dawajmy dzieciom siłę i wspierajmy w wychodzeniu poza własną bańkę” – apelowała.

Poruszającą historię o przedstawiła Paulina Krześniak-Rafał, która skupiła się na wdzięczności. Zbyt często jest ona rozumiana jako zwykłe dziękowanie, w dodatku nie zawsze szczere. Jak zaszczepić prawdziwą wdzięczność w uczniach? Trzeba być dla nich przykładem, samemu/samej praktykując ją na co dzień. Paulina przygotowała też wyjątkową animację, w której pokazała, za co jest wdzięczna Szkole Edukacji.

Monika Anuszkiewicz, która ukończyła ścieżkę polonistyczną, przyznała, że jeszcze 10 miesięcy temu przepełniało ją zniechęcenie i brak wiary we własną kreatywność. Dziś jest zupełnie inaczej. Przedstawiła też listę postulatów do samej siebie – nierezygnowanie z rozwijania swoich pasji i wyobraźni, dostrzeganie wielości perspektyw, zachowanie nauczycielskiej odwagi, dbanie o emocje, zgodę na popełnianie błędów. Jej kolega Bartłomiej Kowynia nauczył się z kolei walczyć z „wszystkoizmem”, czyli wewnętrznym przymusem wtłaczania w lekcje wszystkiego, co wie i umie.

Magdalena Malinowska pojawiła się na scenie w skrzydłach i ze świetlny mieczem. „Kiedyś usłyszałam, że nauczycielstwo to praca niskich lotów. A ja chcę dawać uczniom skrzydła, by nie bali się wyzwań. A co mnie samej dodaje skrzydeł? To ten moment, kiedy uczeń nagle mówi: aha, wiem o co chodzi, już rozumiem.” – mówiła Magdalena, która zamieniła pracę w Dolinie Krzemowej na klasę matematyczną.

Nie zabrakło też trudnych kwestii dydaktycznych, na przykład pytania, które w swojej karierze usłyszała z pewnością większość nauczycieli: Proszę Pani/Pana, po co mi to? Anna Szrajner przyznała, że po większość matematycznych umiejętności uczniowie nigdy w dorosłym życiu nie sięgną. Egzaminy, matura, logiczne myślenie – to argumenty zbyt ogólne, by przekonać dzieci. Warto mówić o dokładności, uzasadnianiu wniosków, weryfikacji tez, odróżnianiu dowodów od przykładów, tworzenia strategii. „Matematyka jest hantlem w umysłowej siłowni. Tak nauczyłam się o tym myśleć” – podsumowała Anna.

Polonistka Marlena Bartczak opowiedziała o przemianie, którą przeszła w ostatnich miesiącach. Jak mówiła, na początku to ona była w centrum lekcji, ale z czasem… „Nauczyciel musi być gotowy na przestawienie reflektorów. Jednym z moich największych odkryć w Szkole Edukacji było dostrzeżenie uczniów. Z aktora zamieniłam się w oświetleniowca. Autonomia uczniów to jedno z moich haseł przewodnich w SE” – wspominała Marlena.