Utopia? Tak tu jest

O Szkole Edukacji dowiedział się przez przypadek. Ostatniego dnia rekrutacji postanowił wysłać swoje zgłoszenie. Na lekcjach, które prowadzi podczas praktyk, omawianie Balladyny łączy z Wiedźminem, a Mit o Syzyfie zestawia z Matrixem. Rozmowa z Marcinem Waincetlem, dziennikarzem, który w Szkole Edukacji przygotowuje się do zawodu nauczyciela języka polskiego.

Olga Laska: Wydawało się, że pójdziesz inną ścieżką zawodową. Skończyłeś kulturoznawstwo, pracujesz w różnych redakcjach kulturalnych. Na filologii polskiej wybrałeś edytorstwo. Skąd pomysł na zostanie nauczycielem?

Marcin Waincetel: Cóż, po prostu lubię dzielić się wiedzą i swoimi zainteresowaniami. Dlatego też, między innymi, pracuję jako dziennikarz. Prowadziłem również prelekcje przed pokazami filmów, udzielałem korepetycji z języka polskiego.

Korepetycje to jednak coś innego niż prowadzenie zajęć w klasie.

MW: Oczywiście jest trochę inaczej, trzeba wziąć odpowiedzialność za wszystkich uczniów w grupie. Zajęcia charakteryzują się również inną dynamiką. Jednak, co by nie mówić, doświadczenia wyniesione z korepetycji, ze spotkań z indywidualnymi uczniami, przydają mi się również teraz. W Szkole Edukacji, nawet jeśli prowadzimy zajęcia w grupie, to staramy się myśleć o konkretnym uczniu. O jego potrzebach, możliwościach, wyzwaniach, z którymi będzie musiał się zmierzyć. Trzeba się trochę nagimnastykować, żeby dotrzeć do każdego. To wymaga sporo pracy, niemało elastyczności i czasu.

Postanowiłeś zdobyć kwalifikacje. Czemu Szkoła Edukacji? Na rynku jest sporo studiów podyplomowych i to dużo bliżej Wrocławia, z którego pochodzisz.

MW: O Szkole Edukacji dowiedziałem się przez przypadek, właściwie ostatniego dnia rekrutacji, z Facebooka. Chciałem spróbować czegoś nowego, a od tego projektu po prostu biła innowacyjność, która wydawała się – przynajmniej na początku – utopijna. Myślałem, że tego dobrego jest za dużo. Indywidualna opieka tutora, wsparcie mentora, czyli doświadczonego nauczyciela, podczas praktyk, intensywność zajęć – odbywają się codziennie, przez rok – oraz ich kompletność. Z jednej strony dostajemy narzędzia warsztatowe – takie jak zajęcia z dydaktyki języka polskiego, dzięki którym otrzymujemy merytoryczne przygotowanie do prowadzenia lekcji, z drugiej cały pakiet zajęć związanych z psychologią, socjologią, przywództwem edukacyjnym. To wszystko razem wydawało się nieprawdopodobne. A jednak, tak właśnie tu jest. Niebywale komfortowe i stymulujące warunki do rozwoju i to na bardzo wielu płaszczyznach. Patrząc zupełnie praktycznie – te studia są bezpłatne, a to nie jest reguła, jeśli chodzi o studia podyplomowe. Dodatkowo otrzymujemy też stypendia, dzięki którym możemy być niezależni finansowo. Poza tym, chciałem sprawdzić, jak mieszka się w Warszawie, poznać klimat stolicy.

Czym różnią się metody Szkoły Edukacji od tych, których ty doświadczyłeś, jako uczeń w szkole?

MW: Tych metod jest bardzo dużo. Często są proste, ale nieuświadomione, jak np. umiejętna praca w grupach czy praca w dwójkach. To naprawdę bardzo znacząca zmiana, gdy uczniowie zyskują świadomość, że uczestniczą w procesie uczenia, że wiedzę mogą zdobywać nie tylko od nauczyciela czy z podręczników, ale uczyć się od siebie nawzajem, podczas zwykłej, a może raczej właśnie niezwykłej, rozmowy. Wnioskami dzielą się na forum, konfrontują się z innymi uczniami, z różnymi wrażliwościami, emocjami. Drugi przykład to metoda close reading, uważnego czytania, tak aby tekst jak najwięcej nam powiedział. Poza tym, staramy się, aby uczniowie skupiali się na znaczeniach, na konkretnych słowach, na to z jaką intencją były napisane. Uwzględniamy zarówno kontekst biograficzny, ale również autonomię dzieła. Metody – jak widać różnorodne – dostosowujemy do uczniów z rożnych etapów kształcenia. Jesteśmy elastyczni, świadomi wyzwań.

W Szkole Edukacji kładziemy duży nacisk na jednostkę. Uwrażliwia mnie na to mój tutor, prof. Witold Bobiński, jeden z najlepszych w Polsce specjalistów od dydaktyki. W procesie nauczania to uczeń jest najważniejszy. A przynajmniej tak powinno być, do takiego stanu rzeczy staramy się dążyć. Przedmiot oczywiście też, podstawa programowa też, ale najważniejsze jest to, co zdobywa uczeń, a także to, w jaki sposób tę wiedzę zdobywa. Ja akurat miałem to szczęście, że na lekcjach języka polskiego to podejście było we mnie wpajane. Cenne były zwłaszcza doświadczenia licealne i nauka pod skrzydłami pani Marty Frydryk oraz Marleny Klechy z LO nr VI im. Bolesława Prusa we Wrocławiu. To polonistki, które naprawdę dbają o rozwój uczniowskich zainteresowań. Stąd to dziennikarstwo, sztuka pisania. W Szkole Edukacji pisanie też jest jednym z najważniejszych narzędzi, nad rozwojem których pracujemy. Sztuką jest trafnie, precyzyjnie opisywać świat – wewnętrzny, własnych przeżyć – a także zewnętrzny, rzeczywistość, która nas otacza.

Czy swoje zainteresowania wykorzystujesz podczas lekcji?

MW: Mam taki sposób pracy, że w nowej klasie robię zawsze rundkę zapoznawczą. Mówię o swoich zainteresowaniach i proszę uczniów, żeby podzielili się kawałkiem swojego świata – czego słuchają, jakie książki ich wzruszają, do jakich filmów lubią wracać, czego szukają w serialach. W ten prosty sposób dowiaduję się, do czego mogę nawiązywać w późniejszych etapach pracy. Jak dotrzeć do serca ich zainteresowań.

Moja filozofia nauczania to praca na różnych kontekstach kulturowych. Więc np. kiedy omawialiśmy Balladynę Juliusza Słowackiego, pracowaliśmy na fragmentach prozy Andrzeja Sapkowskiego, na Wiedźminie. Na podstawie gry, odwoływałem się do tego, jak może być przedstawiana mitologia słowiańska. Jeśli chodzi o sztukę narracji, to często wykorzystuję komiks. Pokazuję , jak malarstwo, rysunek łączy się ze słowem pisanym, literaturą. Staram się pracować na odpowiednio wyselekcjonowanych fragmentach filmów, adaptacjach. Ostatni przykład esej „Mit o Syzyfie” Alberta Camusa zestawiliśmy z „Matrixem” – w jaki sposób decyduje o własnym losie? Czy jesteśmy kierowani przez przeznaczenie? Na czym polega sensowność naszej egzystencji? Uczniowie byli zafascynowani takim przedstawieniem tematu egzystencjalizmu. Staram się uwrażliwiać ich na to, że kultura i język słowa są przetwarzane na bardzo wiele sposobów, więc warto się na ten świat różnych znaczeń otwierać. Myślenie o języku polskim tylko jako o sprawności językowej czy obcowaniu z literaturą, jest w moim odczuciu błędem, albo czymś niepełnym. Język polski to zdecydowanie więcej, to kultura, filozofia, historia sztuki. I to właśnie staram się przekazywać swoim uczniom.

Kolejny przykład. Razem z moim serdecznym kolegą, Grzegorzem Banasikiem, który też uczy się w Szkole Edukacji, podczas praktyk prowadziliśmy lekcję o gwarze warszawskiej. Myślę, że nie tylko nam, ale i uczniom zapadnie w pamięć. To dość niecodzienna sytuacja, w której nauczyciele wcielają się w następców Stanisława Grzesiuka i śpiewają „Bal na Gnojnej”, żeby pokazać uczniom pracę z żywym językiem.

W liceum pracowaliśmy teraz nad Rokiem 1984 George’a Orwella. Rozmawialiśmy o tym, jak ta książka jest napisana , czym jest nowomowa w kontekście wystąpień Władysława Gomułki , ale także jakie są zagrożenia związane ze światem wirtualnym, czy przypadkiem my nie żyjemy w tej rzeczywistości orwellowskiej.

Zostały dwa miesiące nauki. W Szkole Edukacji trwa rekrutacja kolejnych kandydatów. Dla kogo będzie to dobry wybór?

MW: Bardzo, bardzo szybko zleciał ten czas. Dla kogo jest SE? Właściwie dla każdego. W Szkole Edukacji są bardzo różni ludzie. Filolodzy, kulturoznawcy, dziennikarze, aktorzy, absolwenci muzykologii, wśród matematyków są fizycy, chemicy, informatycy. Pochodzimy z różnych ośrodków akademickich, z Krakowa, Warszawy, Wrocławia, Poznania, Kielc, z Ukrainy. Mamy różne doświadczenie w pracy nauczycielskiej, niektórzy nie mieli go wcale, inni pracują w zawodzie.

Szkoła Edukacji to miejsce dla ludzi, którzy chcą coś zmienić w swoim życiu, w swojej filozofii uczenia, postrzegania szkolnej rzeczywistości, albo nawet szerzej w systemie edukacji. Dostajemy tu konkretne narzędzia. Musimy mieć świadomość, że posługując się nimi, no cóż, trochę zmieniamy świat. Jakkolwiek pretensjonalnie by to nie zabrzmiało, tak właśnie jest. To nasza ogromna odpowiedzialność, bo ucząc wpływamy na rozwój i myślenie młodych ludzi. Powinny tu przyjść osoby, które nie boją się zmian,i które są samoświadome swoich wartości, tego co mogą dać światu, świadome wyzwań, które będą ich czekać. I odważne. Odwaga jest dziś wielką wartością.

Przyjechałeś do innego miasta na rok, żeby nauczyć się być skutecznym nauczycielem. Co dalej?

MW: Tak, życie zmieniło się diametralnie. I prawdę mówiąc, nie wiem, co będzie dalej. Zżyłem się z tym miejscem, z tym miastem, a przede wszystkim z ludźmi, ze Szkołą Edukacji, która jest dla nas jak jedna wielka rodzina. Troszczymy się o siebie, ufamy, dzielimy troskami, chwilami szczęścia. Wiemy, o czym marzymy, czego pragniemy. I nie mówię tutaj tylko o edukacji. Bywa niekiedy tak, że na długich rozmowach potrafimy spędzać ze sobą całe wieczory. Czasami jest to uzasadnione dydaktycznie, w parach z praktyk tworzymy konspekty, wzajemnie motywujemy się do wyzwań, innym razem po prostu chcemy pobyć ze sobą.

Chcesz pracować w tym zawodzie?

MW: Tak, to na pewno. Chcę doświadczać bardzo wielu rzeczy, korzystać z życia, ale nauczanie to jest coś, co ze mną zostanie. Prawdopodobnie na zawsze. Chcę tym doświadczeniem zdobytym w SE dzielić się z innymi.

To jakim będziesz nauczycielem?

MW: Chciałbym być nauczycielem, który jest kompetentny, rozumie potrzeby uczniów, zna swoje dobre strony, wie też nad czym musi pracować. Bo nauczyciel, podobnie, jak i uczniowie, powinien się ciągle rozwijać. W Szkole Edukacji jako nauczyciele jesteśmy też uczniami. Wszystkie metody, których będziemy uczyć, poznajemy najpierw na własnej skórze.Tak samo wyobrażam to sobie w przyszłej pracy, jako dialog z uczniami. Mimo że jestem nauczycielem, to cały czas określam się jako uczeń. Chcę szukać nowych sposobów dotarcia do młodych ludzi. Ten zapał pojawił się tutaj, w Szkole Edukacji, nie chciałbym go stracić. Chcę – tak po prostu – zmieniać świat wokół siebie. Ot takie małe, wielkie marzenie.

Nie boisz się, co stanie się z tym optymizmem, jak zderzysz się ze szkolną rzeczywistością?

MW: Te idealne założenia i wartości, które są nam wpajane w Szkole Edukacji, nie są tylko teoretyczne. Od razu przekładamy je na rzeczywistość szkolną i sami realizujemy podczas praktyk. Praktykujemy codziennie, w różnych typach szkół. Nie jest tak, że będziemy rzuceni na głęboką wodę od 1 września roku. Od początku przepracowujemy i tworzymy własny program i filozofię nauczania. Także o to bym się nie obawiał. Wiadomo, że będą różne trudności, w zależności od tego gdzie trafimy, ale jesteśmy na nie przygotowywani. Wierzymy w siebie, wierzymy w swoich przyszłych uczniów.

Posłuchaj audycji i obejrzyj programy, w których wystąpili eksperci Szkoły Edukacji oraz studenci, którzy przygotowują się do zawodu nauczyciela matematyki lub języka polskiego. Przeczytaj wywiady z naszymi wykładowcami oraz ich eksperckie artykuły >>

Marcin Waincetel publikuje w magazynach takich jak „Nowa Fantastyka” czy „Świat Wiedzy”, jest redaktorem portali Booklips.pl, LubimyCzytać i Paradoks. Pisze recenzje, przeprowadza wywiady, a od końca sierpnia w Szkole Edukacji PAFW i UW przygotowuje się do zawodu nauczyciela języka polskiego.