Mówić umieją wszyscy, zapisać swe mówienie mało kto potrafi. Wspomnienie Jerzego Pilcha

Wspmnienie Jerzego Pilcha

Umarł Jerzy Pilch… Prawdziwość tego zdania jeszcze długo wydawać się będzie wątpliwa – wybitnego pisarza wspomina wykładowca Szkoły Edukacji, prof. Witold Bobiński.

Pilchu, jak o nim mówili znajomi, zawsze był, gdzieś przebywał. Albo w Wiśle, albo Krakowie, albo w Warszawie, albo na koniec w Kielcach. Albo na ujotowskiej polonistyce, albo w „Na Głosie”, albo w „Tygodniku Powszechnym”, albo w „Polityce”. Jego książki krążyły po różnych wydawnictwach, felietony po różnych gazetach. Frazy z jego tekstów pojawiały się w artykułach wielu autorów, wypowiedziach rozmaitych mówców i stały się skrzydlatymi słowami polskiej kultury. Czytelnicy i wydawcy oczekiwali na każdą kolejną książkę. Jak dzisiaj mówią wszyscy – tak było w sensie ścisłym, ale powiedzieć to wszystko, to jakby nic nie powiedzieć.
A co można powiedzieć, żeby to było naprawdę coś? Każdy z wielbicieli jego książek powiedziałby pewnie co innego. Dla mnie był magiem i rewelatorem języka prozy. Pod jego piórem czy klawiaturą język nabierał nieoczekiwanych mocy – to co niskie poetyzował i uwznioślał, to co wysokie, odzierał z patosu, bezbłędnie nadawał rzeczom słowa, a światy przedstawione zawieszał w rejonach rozpiętych między farsą, magią, groteską, reportażem, ludową gadką i dyskursem filozoficznym.

W każdym zdaniu zaskakiwał prawdą, błyskiem, celnością obserwacji. Ujawniał komiczne, groteskowe strony naszych napuszonych zachowań i grozę osobistych i zbiorowych paranoi. Na codzienność patrzył bystro i z przenikliwością jasnowidza wyłapywał kiełkujące wynaturzenia. Jeśli gdzieś naprawdę szukałem komentarza do rzeczywistości, to właśnie w jego pisaniu.

Wspomnienie Jerzego Pilcha – prof. Witold Bobiński

Że tak kiedyś będzie, nie wiedziałem, nie przypuszczałem, kiedy miał z nami zajęcia z literatury współczesnej na krakowskiej polonistyce. Właściwie miał mieć, bo rzadko przychodził i na ogół się spóźniał. Byliśmy wtedy na I roku, więc grzecznie czekaliśmy, aż przyjdzie. Czytał z nami Niepokoje wychowanka Toerlessa i Człowieka bez właściwości Roberta Musila i już wtedy ujawniał swój specyficzny dystans do rzeczywistości, a więc także do naszej czytelniczej niemoty. Na ogół patrzył w książkę, cytował fragmenty, zachęcał nas do komentarzy, a potem sam je wygłaszał. Nie wzbudziliśmy w nim entuzjazmu do pracy dydaktycznej. Wkrótce potem rzucił uczelnię lub raczej może ona jego. Już wtedy pisał – o niepokojach własnych i naszych, o próbach ich oswajania i tłumienia, co jest wszak naszą wspólną właściwością. Cechowała go też inna – cierpki uśmiech nad rzeczywistością. Oby nie bezpowrotnie przez nas utracony.

Prof. Witold Bobiński, wykładowca dydaktyki języka polskiego w Szkole Edukacji