Prosimy do tablicy

Wiceminister Piotr Müller ogłosił w TOK FM, że potrzeba nowych standardów kształcenia nauczycieli, i że owe nowe standardy przygotowania do zawodu doprowadzą nas prostą drogą do dobrego uczenia w szkołach. Dynamika rozmowy radiowej sprzyja uproszczeniom, ale słowa ministra poszły w świat, więc dla wspólnego dobra wypada, żeby opatrzeć je komentarzem.

W Szkole Edukacji uważamy, że wizja ministra jest odcięta od szkolnej i uniwersyteckiej rzeczywistości. Przynajmniej w trzech miejscach.

Mit nowych metod

Lektura książki pewnego edukacyjnego youtubera zainspirowała Piotra Müllera do oświadczenia, że nauczyciele na studiach powinni poznawać nowoczesne metody nauczania. Zarazem wskazał, że kandydaci na studia nauczycielskie mają słabe wyniki matur. To być może. Pytanie, czy równie słabą wiedzę przedmiotową mają ci, którzy studia kończą. Badania nad polskim nauczycielami pokazują, że znajomość swej dyscypliny oraz wiedza o metodach nauczania stoi u nas nieźle. Gorzej z kompetencjami psychologiczno-pedagogicznymi. Zanim do standardów zostaną wpisane neurodydaktyczne slogany, zapraszamy do Szkoły Edukacji na zajęcia z kompetencji komunikacyjnych i wychowawczych, bo te dla warsztatu nauczycielskiego mają charakter podstawowy. Jednym z najefektywniejszych narzędzi uczenia (się) jest umiejętnie dawana informacja zwrotna – czy można ją dać, gdy nie ma się z uczniem dobrej relacji?

Zła teoria – dobra praktyka?

Usłyszeliśmy też, że na studiach za dużo jest teorii, a za mało praktyki. Możemy ten popularny frazes skrytykować z czystym sumieniem. W Szkole Edukacji nasi studenci dzień w dzień, od 8 do 12, ćwiczą w szkołach, aby potem omówić swoje doświadczenie podczas zajęć uniwersyteckich. Równolegle Szkoła Edukacji angażuje się w doskonalenie swoich szkół praktyk. Wiemy dobrze, jakiego wysiłku wymaga zbudowanie takiego systemu. Problem bowiem, panie ministrze, nie jest tylko w zmianie proporcji między teorią a praktyką. Problem w tym, żeby w kształceniu nauczycieli było więcej dobrej teorii i mniej złej praktyki. Zapraszamy na spotkanie z naszymi nauczycielami – mentorami oraz na seminaria integracyjne, gdzie nasi studenci superwizują swoje zajęcia. Tam widać wytrwałe szukanie balansu między dobrze ugruntowanymi teoriami i ciągle doskonaloną praktyką.

Chcemy się uczyć

Na studiach nauczycielskich powinno pracować więcej nauczycieli, którzy „spędzili lata przed tablicą” – powiada minister (skądinąd to ciekawy obraz – wykładowcy Szkoły Edukacji „spędzili (i dalej spędzają) lata wśród uczniów”). W domyśle: rutynowani powinni dzielić się swoim doświadczeniem. Owo doświadczenie bywa jednak także ciężarem. W Szkole Edukacji mamy i akademików, i nauczycieli, a wszyscy oni mają doświadczenie, ale nie to jest ich kwalifikacją. Ich kwalifikacja polega na tym, że chcą się dalej uczyć. Nie ogłaszamy mądrości ex cathedra – modelujemy proces pracy nauczycielskiej: na przykład nagrywając swoje zajęcia, oglądając je, prosząc studentów o informacje zwrotne. Czy ministerialne standardy kształcenia nauczycieli przewidują fundamentalną rolę modelowania w przygotowaniu młodych adeptów?

Ciała obce

Nawet jeżeli Ministerstwu Nauki i Szkolnictwa Wyższego udałoby się zbudować doskonały system kształcenia nauczycieli, to i tak mądry projektant zmian powinien zapytać się o to, dlaczego tak wielu adeptów studiów nauczycielskich porzuca szkołę po roku, najdalej po dwóch? Odpowiedź na to pytanie jest wielowątkowa. To, co od nas zależy, uwzględniamy we wdrażanym w Szkole Edukacji programie adaptacyjnym dla naszych absolwentów (obejmujemy ich m.in. opieką tutorską trwającą dwa lata po studiach).

Sporo jednak zależy od rządu. Na koniec trzy pytania do władz Rzeczpospolitej. Jeśli reforma kształcenia nauczycieli planowana przez ministerstwo nie ma być ciałem obcym w systemie oświaty, to kontekstu, który ujawniają te trzy pytania nie sposób zlekceważyć.

  1. Jak być jednym z innowacyjnych liderów w szkolnej społeczności, która poddawana jest pogłębiającej się feudalnej zależności od kuratora oświaty?
  2. Jak wdrażać nowoczesne podejście do uczenia się / nauczania w szkole obciążonej realizacją dziwacznej fantasmagorii czy też retrotopii dla niepoznaki nazwanej podstawą programową?
  3. Jak nauczyciele i nauczycielki mają być wychowawcami nowych pokoleń obywateli i obywatelek, gdy rząd na oczach dzieci obalił Konstytucję?

Oto trzy punkty krytyki koncepcji ministerialnej i trzy pytania do rządu. Panie ministrze – jeśli wolno – prosimy do tablicy!

Autorem artykułu jest Aleksander Pawlicki, wykładowca przedmiotów: geografia społeczna szkoły oraz sztuka nauczania w Szkole Edukacji PAFW i UW, a także nauczyciel historii i wiedzy o społeczeństwie.